Zapraszam wszystkich na Pyrkon – od piątku 26 do niedzieli 28 marca, do Poznania, do Szkoły Podstawowej nr 21 na ulicę Łozową 77. Będzie można mnie tam spotkać:
W piątek, 26 marca, o godzinie 17.00 w Sali Literackiej 2 mam prezentację pod tytułem “W sieci małego świata”. Będę w niej mówił o teorii i praktyce niezwykle modnego ostatnio tematu, czyli analizie sieci społecznych.
W sobotę, 27 marca o godzinie 12.00 w Auli odbędzie się dyskusja panelowa “Jak twarda jest polska SF”, w której wezmę udział razem z wielce szanownym gronem: Markiem Huberathem, Markiem Oramusem, Rafałem Kosikiem i Pawłem Majką.
I znowu w sobotę, o godzinie 21.00 w Sali Literackiej 2 odbędzie się spotkanie z redakcją “Innych Planet” przy okazji wydania nowego numeru, a ja również powinienem się tam pojawić.
Serdecznie zapraszam.
Pyrkon
Marzec 24, 2010Toyota Prius i Opel Binary
Marzec 23, 2010Literatury SF nie należy oczywiście rozliczać z trafności stawianych wizji, bo jej cel jest zupełnie inny. Tym niemniej, jeśli pisarzowi uda się coś przewidzieć, może odczuwać z tego wewnętrzną zadowolenie. Niektóre rzeczy przewidywać łatwo – żartowałem, że w moim debiutanckim tekście „Projekt Golgota” było tylko dwa elementy fantastyczne: warszawskie metro z przystankiem na Placu Bankowym (który, cholera, nazywał się „Plac Bankowy”, a nie „Ratusz”) i Most Siekierkowski. Minęło kilka lat i fantastyczna wizja stała się elementem rzeczywistości.
Tym razem udało mi się coś o wiele mniej oczywistego. We wczorajszej „Wyborczej” jest fascynujący artykuł o odmawiających posłuszeństwa Toyotach Prius, które same dodają gazu i nie reagują na hamulce. Komisja inżynierów nie potrafi ustalić przyczyn wypadku, tłumacząc się, że statystycznie było to możliwe, ale mało prawdopodobne. Co bardziej nawiedzeni kierowcy zaczynają mówić o „duchu w maszynie”.
Przypomina Wam to coś? Mam nadzieję, że tak – jeśli oczywiście czytaliście „Strukturę”. Na marginesie rozmów o sztucznej inteligencji pojawia się tam wzmianka o fikcyjnej historii marki Opel Binary. Samochody niemieckiego koncernu zgodnie zawiesiły się w tym samym momencie, próbując pobrać aktualizację oprogramowania. Efektem tego był szereg kolizji i wypadków. Ponieważ software samochodowy był dalece nieliniowy, korzystał z logiki rozmytej, sieci neuronowych, algorytmów genetycznych, nie dało się łatwo złapać za rękę niestarannego programisty. I chociaż wypadek również był „statystycznie możliwy”, natychmiast pojawiały się spekulacje o sztucznej inteligencji, posiadającej autonomię decyzyjną, która zamieszkała gdzieś pomiędzy wnętrzem silnika a centralnymi serwerami motoryzacyjnego koncernu. Dodatkowo zabawiłem się w spekulacje na temat Testu Turinga. W sprawie Opel Binary toczyła się sprawa przed sądem i to właśnie sądowy werdykt miał być decyzją w Teście Turinga. SI miała zaistnieć na mocy sądowego wyroku. Pomysł tak mi się spodobał, że użyłem go w jeszcze jednym opowiadaniu, które wkrótce powinno ujrzeć światło dzienne.
W historii Toyoty Prius widzę co najmniej dwa wątki wspólne z moim Oplem Binary – bardziej i mniej oczywisty. Bardziej oczywisty to ryzyko związane z dalszym szpikowaniem samochodów elektroniką. W tej historii fascynuje mnie jednak co innego – owa „statystyczna możliwość”. Wraz z postępem złożoności systemów, w których się poruszamy coraz trudniej wnioskować od skutków do przyczyny. Inżynier nie potrafi powiedzieć, co spowodowało nieprawidłowe działanie samochodu (może to była SI?). Informatyk nie potrafi powiedzieć, dlaczego właśnie zawiesił się Windows – zamiast tego radzi po prostu restartować komputer.
Struktura na Katedrze
Marzec 15, 2010Na portalu Katedra pojawiła się recenzja “Struktury”. Tutaj link. Zachęcam do lektury.
Drexlerowska gospodarka niedoboru
Marzec 13, 2010
Witam wszystkich po dłuższej przerwie (jeśli ktokolwiek nie stracił cierpliwości i jeszcze tu zagląda). Ostatnio byłym dość mocno zapracowany, zarówno zawodowo, jak i literacko. W tym drugim temacie mam nadzieję zdradzić wkrótce więcej szczegółów.
Ostatnio przeczytałem (a właściwie przesłuchałem audiobooka) „Limes Inferior” Janusza Zajdla. Wróciłem do tej książki po dobrych piętnastu latach i odkryłem ją na nowo. Jeśli idzie o konstrukcyjną wielowarstwowość, potencjalne płaszczyzny interpretacyjne, ale również profetyczność wizji – jest to utwór niemal doskonały. Korzystając z okazji, chciałem podzielić się z Wami kilkoma świeżymi (mam nadzieję) przemyśleniami, które zrodziły się podczas ponownej lektury Zajdla:
1. Konstrukcyjnie zazgrzytała mi tylko jedna sprawa. Każdy wie, że Zajdlowy Argoland jest paralelą późnego PRLu, wyniszczanego gospodarczym kryzysem. W „Limes Inferior” jest podobnie: bohaterowie narzekają na inflację (żółte punkty, niegdyś zarezerwowane dla dóbr luksusowych, są teraz potrzebne by kupić towary podstawowe). Z drugiej strony pojawia się informacja, że technologia obcych umożliwia produkcję niemal darmowej energii. Bohaterowie Zajdla żyją zatem w utopijnym świecie Drexlerowskiej ekonomii – podobne motywy w SF pojawiają się często, czego przykładem jest choćby „Crux” Jacka Dukaja. Skutkiem ubocznym zerokosztowej gospodarki jest wyeliminowanie potrzeby pracy większości obywateli, czyli popularny model 20/80 (20% pracujących ludzi wytwarza PKB wystarczający, by utrzymać pozbawione zajęcia 80%). +1 dla profetyczności Zajdla, choć osobiście w model 20/80 nie wierzę, ale to temat na zupełnie osobną notkę.
W Argolandzie oczywiście pracuje nieco więcej osób, ale jest to praca czysto fikcyjna, niezbędna do stabilizacji społecznej równowagi. To kolejna analogia do PRL. I jak w „Przemienieniu” Szczepana Twardocha pojawia się opinia, że za komuny naprawdę pracowali wyłącznie Esbecy, tak u Zajdla naprawdę pracują wyłącznie nadzerowcy.
I tu pojawia się sygnalizowany zgrzyt: skąd ta inflacja? W ziemskich gospodarkach inflacja bierze się z rosnących kosztów albo popytu. U Zajdla raczej nie są to koszty (bo energia jest za free) i na pewno nie jest to popyt (Argoland nie jest gospodarką wolnorynkową, nie ma mowy o żadnych podwyżkach, produkcji punktów bez pokrycia, nie ma banków, kredytów, a podażą pieniądza ręcznie steruje zapewne jakaś rada nadzerowców sześćdziesięcioczterokątnych). Czyżby to kosmici przejadali ziemski PKB?
2. Kolejny +1 dla profetyczności Zajdla za prekursorstwo data miningu i business intelligence. Sposób, w jaki służby namierzają Sneera to mistrzostwo świata. Automat do piwa, który wykrywa obecność w jednym lokalu sfrustrowanego trojaka i szemranego cwaniaczka. W kolejnym kroku automat loteryjny pozwala wygrać trojakowi, co do którego istnieją podejrzenia, że w najbliższym czasie stanie się klientem liftera. Z tego przykładu wykrywania fraudów powinni się uczyć wszyscy analitycy bankowi czy telekomy. To jest świat, jaki opisywałem w opowiadaniu „Horror Cyberneticus”, zupełnie nieświadomie przesiąknięty Zajdlową wizją
3. Do refleksji sprowokowała jeszcze scena, kiedy odsłonięta zostaje największa zagadka Argolandu – kosmiczne pochodzenie ciemiężycieli. Każdy normalny człowiek złapałby się wtedy za głowę i wykrzyknął: „Nie jesteśmy sami we wszechświecie!”, czując przy tym eschatologiczny dreszcz, wynikający z obcowania z najprawdziwszą Tajemnicą. Tymczasem Sneer przyjmuje to zwyczajnie, analizując zawiłości Argolandzkich stosunków społeczno-gospodarczych. Z czego to wynika? Czy może trzydzieści lat temu Silentum Universi nie było jeszcze czymś tak oczywistym, jak dzisiaj? Czy program SETI, który w 1982 roku (data powstania książki) miał dopiero 11 lat i wszyscy liczyli na jego rychłe sukcesy. Przecież wszechświat musi kipieć od radiowych pogawędek, jakie przez CB prowadzą obcy piloci statków kosmicznych!
4. I wreszcie, na sam koniec, owa osławiona Alicja, która daje nadzieję na wyrwanie się z PRLowskiego marazmu. W ubiegłym roku czytałem „Doktora Faustusa” Tomasza Manna i ostatnia scena „Limes Inferior” skojarzyła mi się z wizytą diabła u Adriana Leverkuhna. Mechanizm jest ten sam: w jednym akapicie, w kilku zdaniach, gwałtownie załamuje się ontologia powieściowego świata. Realistyczna, ustrukturyzowana według prawideł logiki opowieść skręca w stronę fantastyczną, bajkową, nie tracąc przy tym na wiarygodności. Sneer ucieka do innego wszechświata, Leverkuhn zawiera pakt z szatanem – a czytelnicy łykają wszystko bez mrugnięcia okiem. Oto sztuka, która udaje się największym.
Opublikował/a protasiuk 